wtorek, 8 listopada 2011

Nie mylić gówna z czekoladą

Do niedawna, gdy ktoś o piłkarskiej reprezentacji Polski mówił: "to nie jest moja reprezentacja" odbierałem to jako pewnego rodzaju nieszkodliwe dziwactwo. No jak to nie jest? Tylko dlatego, że nadali w przyspieszonym trybie obywatelstwo jednemu murzynowi, a potem jeszcze jakiemuś latynosowi? Przecież "takie rzeczy się zdarzają, ludzie, czytajcie gazety!".

Dziś sam jestem nieszkodliwym dziwakiem, więc co innego mógłbym wam powiedzieć jeśli nie: "to nie jest moja reprezentacja".

Gdy w specjalnym trybie nadawano obywatelstwo Olisadebe jakieś tam przesłanki by to zrobić były - gość miał polską żonę, wszędzie opowiadał, jak to Polskę kocha, opowiadał jak to umie mówić po polsku, tylko się wstydzi i twierdził, że chce w Polsce osiąść wraz z rodziną. Tak osiadł, że niedługo po otrzymaniu obywatelstwa wyjechał do Aten a potem do Chin. Paszport kraju UE a nie Nigerii mu to bardzo ułatwił. Ta historia powinna nas czegoś nauczyć. Nie nauczyła.

Nadszedł czas Rogera, Brazylijczyka (najbardziej chyba piłkarsko "sprzedajnego" narodu), który pięknie opowiadał o tym jak to uwielbia żurek, który obiecywał, że nauczy się hymnu i który pięknie przeklinał po polsku. Cóż... Patrzcie, też wylądował w Grecji. I też paszport kraju UE mu w tym przecież nie przeszkadzał.

Teraz przy okazji powołań dla różnych Matuschyków, Boenischów, Perqiusów (ten tez umie mówić po polsku, tylko się wstydzi) itp głosy pt. "to nie jest już moja reprezentacja" się nasiliły, a ja zacząłem ludzi tak mówiących rozumieć. Zacząłem rozumieć, ale wciąż to w jakiś sposób była "moja reprezentacja". Ale dość. Za dużo się zdążyło wydarzyć przez ostatni rok.

Nie będzie chronologicznie, bo nie chce mi się chronologii zdarzeń szukać w necie. Będzie tak jak pamiętam. A pamiętam, że jadąc Mostem Łazienkowskim na godzinę przed rozpoczęciem meczu z Argentyną gardziłem gamoniami, którzy szli akurat na stadion. "Gamoniami", bo kto idzie na mecz, gdy trwa protest przeciwko cenom biletów, które PZPN ustalił takie, że akurat wtedy były najwyższe w Europie? Pamiętam, obrzydzenie jakie czułem, gdy dowiedziałem się, że do kadry dostał powołanie Niemiec Polanski, który to wielokrotnie wcześniej powtarzał, że chce grać w reprezentacji Niemiec, że w meczu Polska - Niemcy kibicowałby Niemcom itp. Obrzydzenie, bo miliony chłopców, marzą o graniu w reprezentacji, wiem bo kiedyś sam byłem chłopcem, tysiące dorosłych marzy o graniu w reprezentacji, odbiera to jako honor, a tymczasem w kadrze ma grać facet, który Polski, Polaków i reprezentacji Polski najwyraźniej zwyczajnie nie szanuje. Facet, który łaskawie zgodził się zagrać dla nas, bo Niemcy go nie chcieli. Obrzydzenie. Właściwie to może przesadziłem używając słowa "facet".

Pamietam jak byłem zbulwersowany aferą Piszczka. W skrócie: został skazany przez sąd za ustawienie meczu. PZPN nałożył na niego karę dyskwalifikacji na rok, czy tam pół (nie pamiętam). Wszyscy myśleli, że będzie tak: PZPN nakłada karę, Piszczek się odwołuje, PZPN karę zawiesza - no bo w końcu Piszczek to kawał dobrego obrońcy. Tymczasem Piszczek postanowił się od kary nie odwoływać. Zaskoczenie? Trochę tak, ale zgadnijcie co się stało, gdy Piszczek dowiedział się, że zawieszenie przez PZPN może uniemożliwić mu grę nie tylko w reprezentacji, ale także w klubie - w niemieckiej Borussi Dortmund... No właśnie, zgadnijcie. Zgadnijcie ile jest wart honor reprezentanta Polski. Zgadnijcie.*

Bulwersujące? Przygotujcie się na więcej. Pamiętam jaki byłem oburzony, gdy selekcjoner Smuda, powiedział coś mniej więcej takiego, że Piszczek w ogóle był młody i głupi, że dał się skazać, bo przecież mógł sędziemu nakłamać, że nie dawał pieniędzy na kupienie meczu, ale na bankiet i gdyby był mądrzejszy, to tak by zrobił. To powiedział nie Zdzichu spod sklepu, tylko selekcjoner reprezentacji Polski na oficjalnej konferencji prasowej, przed kamerami. Każdy szanujący się związek za coś takiego momentalnie Smudę by nawet nie "zwolnił" tylko po prostu jak to mawia Tomaszewski "wypierdolił dyscyplinarnie". No ale Franiowi przecież tyle można wybaczyć, jest taki nieokrzesany. Tylko, że Smuda jako selekcjoner też nas reprezentuje. I gdy wyjdzie przed kamery na Euro 2012 to co powie? Może to co już rzucał, że "jest jak cygan, czarodziej", czy powie (jak powiedział jednemu z dziennikarzy), że nie odpowie na pytanie bo teraz akurat sra? Od człowieka na takim stanowisku powinno się wymagać nie tylko wyników, ale też pewnej klasy i obycia.  Obycie.. Wiecie, nie musi umieć się zachować na przyjęciu w ambasadzie, ale warto, żeby wiedział do czego służy widelec, że w salonie się nie pierdzi, a savoir-vivre to nie jest nazwa francuskiego żarcia. Smuda wyników nie ma. A klasa... Trenerem Zagłebia, które kupiło mecz, by zagrać w europejskich pucharach był Smuda. Sąd i prokuratura doszły do wniosku, że o przekręcie Franio nie wiedział, ale zwykła przyzwoitość nakazywałaby w takiej sytuacji zwrócić pieniądze z premii za awans do europejskich pucharów. Zgadnijcie czy Franciszek "Teraz To Ja Sram" Smuda je zwrócił. No właśnie, zgadnijcie. Zgadnijcie ile jest wart honor selekcjonera reprezentacji Polski.**

Pamiętam jaki byłem wkurzony, gdy PZPN pozwolił Nike na niskie marketingowe zagranie z gatunku: "zróbmy coś, żeby było o nas głośno, żeby każdy się dowiedział, że właśnie podpisaliśmy kontrakt na ubieranie reprezentacji, pierdolnijmy coś, co sprawi, że wszystkie media o tym napiszą" i zgodził się na granatowe koszulki. Pamiętam jaki byłem wtedy wściekły. Bo futbol to nie tylko gra, to też tradycja, która kultywowana przez lata staje się wartością. A PZPN pozwolił wartości szargać. 

PZPN pozwolił szargać tradycję reprezentacji Polski i barwy narodowe amerykańskim marketingowcom.

Pamiętam jak wpieniłem się gdy PZPN stworzył absurdalny twór o nazwie "Klub Kibica Reprezentacji Polski". Klub, który powstał chyba tylko po to, żeby wyciągnąć złotówki od naiwniaków. Otóż za członkostwo w klubie się płaci - 32 zł. Dzięki temu jest się uprzywilejowanym przy kupowaniu biletów oraz ma się niepowtarzalną możliwość uczestniczenia w żenadzie jaką widać na filmiku (zwróćcie też uwagę na Iwańskiego, a pomyśleć, że kiedyś miałem go za niezłego dziennikarza)...


Wszystko to co napisałem wyżej jest tylko skrótem ostatnich wydarzeń. Na rok przed Euro mamy "reprezentację Polski" w której gra dwóch, lub trzech Niemców (w tym ten obrzydliwy, który stwierdził, że w meczu Polska - Niemcy kibicowałby Niemcom), dwóch Francuzów, jeden skazany przestępca (skazany za ustawienie meczu piłkarskiego), jeden człowiek, który jadąc po pijaku samochodem potrącił pieszego ze skutkiem śmiertelnym, reprezentację, do której przymierza się lub przymierzało jeszcze Żyda, Włocha, Francuza, Kolumbijczyka, kliku Niemców i przynajmniej jednego Brazylijczyka, reprezentację pod wodzą gościa, który twierdzi, że jego podopieczny powinien kłamać w sądzie. Mamy "reprezentację"  w której "reprezentanci" nie mówią po polsku***, nie znają hymnu narodowego i nie wiedza jakie święto mamy 11 listopada. Mamy "reprezentację" na której mecze bilety kosztują więcej niż na mecze reprezentacji Niemiec czy Austrii. Teraz się dowiedziałem, że ta "reprezentacja" ma grać na Euro w koszulkach bez godła państwowego. To nie jest moja reprezentacja, tylko jakiś dziwny, pokraczny, absurdalny i obrzydliwy twór. Mecz z Włochami pewnie obejrzę, ale już bez takich emocji jak kiedyś. Bo to nie jest moja reprezentacja. To jakaś międzynarodowa zbieranina, której nikt nie powinien pozwolić na reprezentowanie nas. Może i lepiej, że ta zgraja nie będzie miała orzełków na piersiach.  

Jak powiedział kiedyś Hajto: nie mylmy gówna z czekoladą.

To nie jest reprezentacja Polski.

------------------------------------
* Zgadliście - odwołał się, a PZPN karę zawiesił.

** Zgadliście. Nie tylko nie oddał, ale już się zarzekł, że nie odda. Przedwojenny trener nie tylko honorowo oddałby pieniądze uzyskane w wyniku przestępstwa, ale też pewnie honorowo strzeliłby sobie w łeb. 

*** Taki Obraniak pierwszy mecz w reprezentacji zagrał jeszcze za czasów Beenhaakera, a po polsku nie mówi do dziś. Dla porównania: kapitan Legii Chorwat Vrdoljak nauczył się polskiego  w pół roku. Nie mówi doskonale, ale na konferencjach prasowych można mu zadać pytanie po polsku i otrzyma się odpowiedź po polsku.

2 komentarze:

  1. Ostro ale z sensem,podoba mi się.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Strach się bać cóż napiszesz podczas Euro2012:P Mimo to,czekam z utęsknieniem za kolejnym wpisem.
    A co do 11.listopada, to "u nas" jest to także święto Marcina;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze